[ rozmiar zdjęć: duże | małe | domyślne ]
Właściciel: | chart |
Samochód: | Ford Capri Mk III 2.3 V6 Koeln S 1983 "Elvis" |
Status: | sprzedany (w posiadaniu od 2011-04-08 do 2012-04-10) |
Aktualizacja: | 2012-04-11 09:31:06 |
"A ja wiem co to Capri - to taki niski samochód co ma dwoje drzwi i często jest zardzewiały"
PROLOG: 2008 - 04.2011
Pierwszy kontakt z Capri trwał jakieś 30 sekund. Miałem wtedy 19 lat i Bart (Gnieciuch) pokazał mi swój nowy nabytek, po czym odjechał z piskiem opon. Szczerze powiedziawszy, Capri nie zrobiło wtedy na mnie wielkiego wrażenia. Owszem, odjechało pięknie, ale ja, będąc na świeżo po 'Vanishing Point', chorowałem na amerykańskie krążowniki i estetyka trójki niespecjalnie do mnie trafiała. Mijały miesiące podczas których przeglądałem serwisy aukcyjne w naiwnym poszukiwaniu Mustanga za 10 tys. w stanie jezdnym, a o Capri prawie zapomniałem...
Drugi raz miał miejsce jesienią 2009 roku. Bart startował w Rajdzie Żubrów i potrzebował pilota. Nie zastanawiałem się długo, od dawna chciałem spróbować motoryzacyjnych emocji. Na tydzień przed imprezą wybraliśmy się w dwa Capri (Gnieciuch Barta i Potfoor greenhorna) na objazd OSów. Nigdy nie zapomnę tamtych emocji. Przez te kilka dni do Rajdu Żubrów (2 miejsce w klasie do 2000 cc i 5 w grupie Oldtimer - http://www.youtube.com/watch?v=_jCJPBRXPgg) i następne tygodnie nie myślałem i nie śniłem o niczym innym. Choroba nie nazywała się jeszcze Capri, bardziej chodziło o Oldtimery, rajdy, wyścigi, rywalizację i prędkość.
Od tego czasu wiedziałem, że to będzie moją pasją i zacząłem poszukiwania samochodu. Capri trochę mi się podobało, ale nie wiedzieć czemu, odrzuciłem je jako samochód dla mnie. Chyba głównie ze względu na to, że Bart takie miał i nie chciałem kopiować jego pomysłu (sic!). Długo zastanawiałem się nad samochodem, a w międzyczasie wziąłem z Bartem udział w imprezie z cyklu ClassicAuto. Początkowo mój wybór padł na Saaba 900, lecz po kilku miesiącach poszukiwań zrezygnowałem. Następnie zdecydowałem się na MGB GT. Wybór wydawał się bardzo dobry- samochód fajny, dostępność i ceny samochodów na wyspach świetne, a kiera po prawej stronie dodawała uroku i traktowałem to jako zaletę. Marysię wyhaczyłem po 3 miesiącach poszukiwań, kupiłem za 700 £ i sprowadziłem do Polski. Niestety jej stan znacznie odbiegał od opisu na aukcji... choć może to były bardziej moje wysokie nadzieje i brak doświadczenia? Teraz wiem, że jak ktoś już pisze, że pojawiło się ognisko korozji w podłodze to trzeba się liczyć z dziurami i porządnym remontem, a wymienione tylne błotniki metodą chałupniczą wcale nie są zaletą. Ale nie żałuję - wiele się nauczyłem, zarówno w kwestii samego wyboru auta jak i spraw papierkowych - akcyza, podatek, opinia rzeczoznawcy etc, oraz przekonałem się że moja miłość - MGB GT - była tylko zauroczeniem. Po 2 miesiącach, w czerwcu 2010, sprzedałem Marysię z zyskiem.
W międzyczasie zarejestrowałem się na Capri.pl i coraz częściej tu zaglądałem. Zrozumiałem, że to że ma się taki samochód jak inni wcale nie musi być wadą, że nie trzeba szukać najbardziej oryginalnego rozwiązania, a bycie częścią większej wspólnoty jest również bardzo ważne. Niesamowicie podobało mi się na CA to, że fordziarze trzymają się razem, znają się, wspierają i po prostu dobrze wspólnie się bawią. Powoli dojrzałem do Capri, a gdy jechałem na PC 2010 byłem już wkręcony na maxa.
Od czerwca 2010 intensywnie, choć rozsądnie, szukałem Capri. Najbliżej byłem w wakacje, gdy w Krakowie pojawiła się biała trójka 2.0 pinto, która wcześniej była w Łodzi, a następnie w Warszawie i długo stała na allegro. Po opiniach Barta i Filipa (greenhorna) nie zdecydowałem się na nią i długo żałowałem, ale pewnie była to mądra decyzja. I tak minął prawie rok.
AKT I - 08.04.2011
Może zacznę od krótkiego cytatu: "całe zycie byłem przeciwnikiem automatow i srebrnych samochodow. Tak sie poukladalo ze jezdze wlasnie srebrnym automatem, a Capri jest po prostu takim autem dla ktorego mozna zmienic poglady" - tak Fil opisywał Elvisa na swojej stronie http://www.capri.pl/car/2054
Ja mogę dodać do tego od siebie, że szukałem 2.0 R4 Pinto, a tak naprawdę najchętniej jedynki. No i mam - trójka, 2.3 V6, srebrna i z automatem :D
Akcja z kupnem była szybka - zadzwonił do mnie Bart z informacją, że Filip chce sprzedać Elvisa i czy się decyduję. 24 godziny później wymieniłem z Filem uścisk dłoni pieczętujący kupno auta. Parę dni na sprawy papierkowe i od wczoraj Caprik jest u mnie. Cieszę się jak dziecko!
Co do samego auta to parę informacji i zdjęć znajdziecie na poprzedniej stronie (link powyżej). Fajna w ogóle jest anegdota z pierwszym kupieniem tego auta przez Filipa. Otóż mama jego kolegi chciała mieć auto ze wspomaganiem i automatem i zostawiła sprawę kupna synowi. Więc dobry syn, wraz z kolegą, kupili mamusi Caprika, ze wspomą i automatem, w przekonaniu, że jej się nie spodoba i będą mieli auto dla siebie. Pani w aucie się zakochała, użytkowała na co dzień i niemal ze łzami w oczach parę lat później odsprzedała je... Filipowi :D Elvis służył mu wspaniale przez 5 lat, towarzyszył w podróżach, ślubie, lecz na wszystko kiedyś przychodzi czas i w końcu trafił do mnie.
Auto jest w zdrowe, a przede wszystkim oryginalne. Na dachu może mieć nawet oryginalny lakier, wygląda na to, że był tylko psiknięty po bokach na ten sam kolor. Mógł mieć przygodę na prawym boku bo tylny błotnik ewidentnie ma reparaturkę, a przedni jest słabiej spasowany (zdjęcie wkrótce). Rudy gdzieniegdzie wyłazi , czym zajmę się w pierwszej kolejności. Następnie trzeba przejrzeć silnik bo po odpaleniu nie działa na wszystkie gary oraz skrzynię. I może powrót do oryginalnego wydechu, bo coś jest namotane.
A propos skrzyni - bardzo intensywnie zastanawiam się na manualem. Jak na razie jeździ się superkomfortowo ale nic nie zastąpi tej przyjemności zmiany biegów oraz większej kontroli nad tym co się dzieje :) wydaje mi się, że nie jest to bardzo bardzo inwazyjna zmiana, bez trwałych szkód i umożliwia powrót do oryginału. Co sądzicie? No i grill dwójkowy, puryści - wybaczcie! :)
Zdjęcia z dziś, 3 godziny z Kärcherem, gąbką, odkurzaczem, ścierkami, płynami itd i Elvis błyszczy się jak psu jajca :) Szkoda, że w Krakowie nawet jak się stoi to się brudzi :/ porządne zdjęcia wkrótce
Już po pierwszej nocnej przejażdżce i tankowaniu do pełna. Jezu, jak dobrze, że on tak zajebiście brzmi bo bym się chyba tam na stacji benzynowej popłakał :D
AKT II - SEZON 2011 - 10.11.2011
Lazy Bastard ewidentnie początkowo grymasił na nowego właściciela i zmuszanie do jazdy. Po tygodniu, w drodze na przegląd i wyregulowanie zapłonu u Perany, poszła chłodnica. Dwa tygodniu później na "torze" w Chorzowie pompa wody (tu jeszcze raz podziękowania dla MikeB4, Lamberta i Maćka za pomoc w Chorzowie oraz dla Classa za lawetowanie w Krakowie kilka dni później, gdy dodatkowo padł wiatrak, znów w drodze do Perany). Mówiąc krótko, w pierwsze 6 tygodni jeździłem może 2...
Krótka lista zakupów i zmian:
- chłodnica
- pompa wody
- zapłon
- świece
- wymiana oleju w skrzyni
- kable
- oponki
- oryginalna kiera (czeka na mój powrót i zamontowanie)
- grill dwójkowy (czeka na przymiarkę, w tzw. międzyczasie przyzwyczaiłem się do trójkowego i raczej taki zostanie)
- pokrowiec (niestety w ciągu roku wciąż stoi pod chmurką)
2 lipca debiutowałem jako kierowca w Miedzianej Górzę podczas ClassicAuto Track Day Tor Kielce. Wszyscy zawsze powtarzali, że to śliski tor, ale nigdy nie spodziewałbym się czegoś takiego! Piątkowe treningi w deszczu to była jakaś masakra - nie pamiętam przejazdu bez bączka i trawy! Kierując się zasadą, że zwycięzcy są na mecie w sobotę pojechałem bardzo delikatnie (co o dziwo dało skromny pucharek za trzecie miejsce w klasie, bardzo miły debiut :))
http://www.youtube.com/watch?v=LFIdQLSCDi8 - chciałem trochę urozmaicić nudne przejazdy i tak się wciągnąłem, że wyszło z tego wideo muzyczne, wrzucę wkrótce oryginał :D
W sumie zrobiłem ok 1500 km, pomijając pierwsze tygodnie - bezawaryjnie. Już od września Elvis zimuje w szopie w związku z moim wyjazdem za granicę (podziękowania dla Gnieciucha za przetransportowanie Elvisa).
Plany na przyszły sezon - nie wiem. Na pewno należałoby zrobić parę elementów blacharki, bo już straszy. Z drugiej strony możliwe, że znów niewiele będę w Krakowie, a samochód będzie stał...
EPILOG: 10.04.2012
Przedwczoraj minął rok i dziś niestety pożegnałem się z Elvisem. Nie byłem w stanie udźwignąć kosztów koniecznego remontu, a nic nie zapowiada żeby miało się to zmienić w ciągu najbliższych dwóch lat.
W ciągu tych 12 miesięcy przejechałem 2 tys. kilometrów, spalając 330 litrów benzyny, mając dwie awarie i jedną przygodę...
Myślę, że poszedł w dobre ręce, do osoby spoza forum - miłośnika motoryzacji, który zawodowo zajmuje się autami i będzie go robił dla córki. Nowa koleżanka pewnie wkrótce się ujawni i auto wróci na drogi. Dużo kilometrów życzę oraz szerokiej i suchej!
Na razie robię sobie odwyk od zgniłków, ale jak wiadomo - ta choroba nie mija ;)